piątek, 7 października 2011

Roboczo.

Lato nie sprzyjało po-tworzeniu. Teraz nieudolnie zaczynam znowu. Zdjęcia też "robocze".
Jedno to sutasz z kamieniami i koralikami. Drugie to "edukacja" - chcę nauczyć się loopów owijanych, próbuję z 4milimetorwymi Svarkami.




















niedziela, 10 kwietnia 2011

W poszukiwaniu...


Nie wiem czego... Weny?? Pomysłu?? Jak to nazwać...
Biało - czarno - czerwono sutaszowo. 6cm na 5,5cm.

sobota, 2 kwietnia 2011

Nieżyd dosa...

Noc blisko. Katar znowu na sile wzbierał...
Spojrzała tęsknie na pudełko PO chusteczkach do nosa. Znowu będzie trzeba substytutów w rolce poszukać w łazience. Z nadzieją wstała opatulając się szczelnie grubym swetrem i poczłapała do łazienki, pociągając nosem i mamrocząc gęgającym głosem jakieś nezrozumiałe dla nikogo pomsty.
Pomsty nabierały na sile w chwilach, gdy na jej drodze znajdowały się porzucone przez kota piskające myszy lub pozostawione przez pierworodnego kolcki Lego. Pod drzwiami łazienki zaklęła siarczyście - przypomniała sobie o zapasowej gigantycznej rolce ręczników papierowych w kuchennej szafce. Ściskając kurczowo sweter poszurała nogami spowrotem.
Rozmyślania okołochusteczkowe przerwał głos pierworodnego: mama mi sie chce kąpać!! Rada nie rada, poszła do łazienki ponownie, pomstując tym razem tylko w myślach, bo przeciez przykład młodzieży trzeba dawać stosowny.
Przygotowując kąpiel tęsknie zerkała do pokoju, gdzie czekało na nią okno na świat - komputer z dostępem do pożerającego czas portalu społecznościowego. Miała chęć zakląć na parszywy los, uniemożliwiający jej nieustanne korzystanie z tegoż dobrodziejstwa cywilizacji, ale powstrzymała się - wszak starała sie odzwyczaić od słów niecenzuralnych.
Młody wskoczył w pianę, na szczęście nie tak gwałtownie, by spowodować kolejną chęć na potok pomst gwałtownych, więc można było wykorzystać chwilę błogiego spokoju. Poczłapała do pokoju, by zamruczeć złowrogo i wrócić do kuchni po substytut chusteczek. Świadoma bólu, jaki na biednym zakatarzonym nosie powodują ręczniki papierowe wróciła do łazienki, zastanawiając się, czemu wszystko jest tak daleko od pokoju, wzięła z półki krem do skóry atopowej, który - miała nadzieję, że szybko - zniweluje zaczerwienienie otartego kichającego nosa...
Siedząc przed niewielkim okienkiem swojego komputera i klikając zawzięcie na farmie zastanawiała się, kto wyrzuca obornik z tych milionów obór i stajni wirtualnych... Zapomniała przez chwilę o chlewikach dla świń, które przecież zwiększały liczbę potrzebnych wideł...
Rozmyslania mało ambitne przerwało narzekanie: mama, zimna woooodaaaaa... Mało entuzjastycznie wstała z krzesła i ruszyła w stronę łazienki, zastanawiajac się, który to juz raz w ciągu ostatniego kwadransa tam idzie. Podała ręcznik w myszki miki synowi i poszła do kuchni świadoma, że za chwilę usłyszy: mama, mlećko...

czwartek, 24 marca 2011

Ciężko...

Ciężko po-tworzyć, gdy...
... gdy dopadnie przedwiośnie...
... gdy ma się dwóch widzów...
... gdy ma się wrażenie, że wszystko ładne zostało zrobione przez innych...
... gdy nikt nie okazuje zainteresowania po-twórcą...

wtorek, 1 marca 2011

Wisior czy broszka?

Środek: akrylowy romb; reszta: czarny i biały sutasz plus koraliki pasmanteryjne. Lepsze jako brocha czy może wisior???



czwartek, 24 lutego 2011

Pierwsze spotkanie z sutaszem


Tylko tyle zdobyłam w lokalnej pasmanterii. A żem niecierpliwa - to już wydłubałam. Ma być broszka - a skąd zdobyć zapinkę???

sobota, 1 stycznia 2011

Wyczerpanie zapasów

W ramach okołoświątecznej nudy wyczerpałam zapasy półproduktów i zrobiłam co widać. Wszystkie kolczyki są na srebrze.
Pierwsze to: kulki zielone to chyba marmur (ale głowy nie dam uciąć, bo jeszcze może się przyda) a czerwone (czerwono - pomarańczowe) - koral.
Drugie: szklane kulki zielono - żółte ze smugami.
Trzecie: brązowe drewniane koła.